Ta historia ma swój początek 02.02.2023 i właściwie, w mojej głowie, nigdy się nie skończyła. Tego wieczoru, w wyniku wypadku moje Suzuki Jimny zostało rozbite, ja cudem uniknęłam śmierci, a mój pies śmiertelnie zachorował. Pół roku później, udało mi się względnie pozbierać psychicznie po tej serii niefortunnych zdarzeń, które toczyły się miesiącami. I zacząć od nowa. Zrobiłam o tym najbardziej osobisty i jednocześnie najtrudniejszy film w swoim życiu. Jeśli chcesz mnie poznać, zrozumieć co się wydarzyło, skąd się wziął drugi Suzuki Jimny i jak go tym razem zbudowałam – ten film powie Ci wszystko.

NIE PRZEJMUJ SIĘ, TO TYLKO SAMOCHÓD

Po wypadku tak właśnie pocieszali mnie wszyscy ci, którzy mnie dobrze nie znają. Którzy nigdy nie rozumieli, że ten samochód był moim domem na kółkach, który budowałam 3 lata według własnego projektu. Pracując ciężko i inwestując środki (i serce) jak w upragnione mieszkanie.

To był mój wehikuł, który zabierał mnie w lepsze, odleglejsze, piękniejsze, dzikie… Właściwie prawie wszystkie moje najniezwyklejsze wspomnienia z ostatnich 3 lat zbudowały się wokół tego auta. Przewoziłam nim tony uśmiechów, spędzałam w nim ciepłe i zimne, ale piękne noce. Jimny był moją przepustką do spokojnego świata, gdzie wszystko wydawało się proste, a problemy odległe. Zabierał mnie tam, dokąd inni nie byli w stanie dotrzeć. Nawet jeśli oznaczało to wycieczkę zaledwie 20 km od domu.

Dopracowałam go w 100%, a te ostatnie szlify i rozwiązania, które miały zapewnić mi możliwość zupełnej niezależności od gniazdek z prądem czy łazienek, miałam wypróbować w zbliżającym się sezonie… Ale nie zdążyłam. Zobacz film, w którym opowiadam tę historię i pokazuję proces budowy nowego auta (video z napisami):

SZANSE SĄ DWIE; ODZYSKA PANI AUTO, ALBO NIE ODZYSKA

Losy Jimny po wypadku ważyły się bardzo długo. Cała procedura wyceny powypadkowej, pracy rzeczoznawców, warsztatu, kosztorysów i ich korekt, formalności, dokumentów i finalnie wypłaty środków trwała prawie 4 miesiące. Przez pierwsze dwa miałam nadzieję, że Jimny jednak do mnie wróci. Informacje na przemian dające nadzieję i jej pozbawiające były istnym emocjonalnym rollercoasterem.

RYBA PSUJE SIĘ OD GŁOWY

Wypadek, którego doświadczyłam wywołał we mnie całą serię przewlekłych mikrourazów. Począwszy od traumy, przez stany lękowe, ataki paniki, zaburzenia snu i jedzenia i na depresji powypadkowej skończywszy. Zapewne nie wiecie, ale przez pierwsze tygodnie nie byłam w stanie spokojnie jeździć samochodem nawet jako pasażer. Po zmroku w ogóle nie wsiadałam za kółko. To był moment, w którym na jakiś czas zniknęłam z przestrzeni mediów społecznościowych, unikając treści związanych z wyprawami i biwakowaniem 4×4. To był jednocześnie czas, w którym całą sobą zaopiekowałam się moim Przyjacielem, który w dniu wypadku poważnie zachorował, choć w nim nie uczestniczył.

PANI PIES MA RAKA, PANI PIES NIE MA RAKA

Od pierwszego dnia po wypadku, wiedzieliśmy, że z Jureczkiem coś jest nie tak. Diagnozy były niejednoznaczne, bo rak był takim cwanym skurczybykiem, że ciężko go było złapać na USG w pełnej krasie. Ale objawy były dość brutalnie oczywiste. Odwiedziliśmy wielu lekarzy. Niektórzy nie mieli wątpliwości i wdrożyli leczenie, które zaatakowało mu zdrowe narządy, inni nie chcieli złowróżyć i leczyli za słabo.

Przez 2 miesiące, codziennie, na zmianę, po 6-8h spędzaliśmy w klinice, trzymając Jureczka za łapkę, gdy dzielnie przyjmował zastrzyki, kroplówki i poddawał się kolejnym badaniom. Gdy już wszystko było jasne, nagle przychodziły kolejne zaprzeczenia stawianym diagnozom. A nasz najlepszy Przyjaciel nikł w oczach i gasł, po czym znowu na chwilkę się ożywiał, dając nam nadzieję na powrót do zdrowia.

Gdy ten ostatni raz wróciliśmy z kliniki już z samą smyczą… świat, który znałam, przestał istnieć. Wtedy też otrzymałam wiadomość, że Jimny również do mnie nie wróci.

„NIGDY NIE MARNUJ OKAZJI, BY POMÓC KOMUŚ W POTRZEBIE”

autor nieznany

SZCZĘŚCIE W NIESZCZĘŚCIU

Ten cytat przyświeca mi całe życie. Chichot losu polega na tym, że prawdopodobnie nie doszłoby do tej kolizji, gdyby nie moja wrodzona potrzeba niesienia pomocy. Zdaje się, że moje auto po prostu dostało rykoszetem. Jak do tego doszło? Zatrzymałam się na poboczu, by pomóc panu, który wpadł do rowu. Rozstawiliśmy trójkąty ostrzegawcze, zapięłam linę wyciągarki. Samochody nas mijały, biorąc nawet margines bezpieczeństwa i zjeżdżając na skrajny lewy pas. Ruch był mały.

Gdy operowałam pilotem, stojąc przed maską Jimny, nagle coś kazało mi się wychylić zza auta i spojrzeć na drogę. W tym momencie zauważyłam auto pędzące w poślizgu prosto na mój samochód. W tej sekundzie wiedziałam już, że uderzy ono w Jimny, a Jimny uderzy we mnie, więc zdążyłam tylko ostrzec pana, który stał tyłem do tej sytuacji i zaczęłam biec co tchu przed siebie.

Stało się dokładnie to, co przewidziałam, a Jimny wprawiony w ruch pod wpływem tego impaktu, zaczął „gonić” mnie z ogromną prędkością. Zatrzymał się tuż przede mną (uciekającą) tylko dlatego, że był podpięty liną do samochodu tego pana w rowie… Resztę już znacie.

WSZYSTKO OD NOWA

W momencie, w którym publikuję ten wpis, mam już nowe auto i od kilku tygodni również nowego psa. Choć stanęło ponownie na Jimny, nie było to dla mnie takie oczywiste. Przez moment nie byłam nawet w stanie patrzeć na Jimniaki i rozważałam zakup jakiejś innej marki. Ale zaczęłam odczuwać duży głód niezrealizowanych planów związanych stricte z tym samochodem. W efekcie terapii psychotraumatologicznej, która wyczyściła złe konotacje, podjęłam decyzję, że wejdę drugi raz do tej samej rzeki. I tu przybijam piątkę Heraklitowi: oczywiście, nie jest to możliwe. Dlatego mój Jimny 02 jest już inny i nie udaje swojego pierwowzoru, a wręcz mocno stara się tę odmienność podkreślać. Ja również jestem już w innym miejscu. Razem z moimi marzeniami i przetasowaną talią oczekiwań nie czekam na wielkie wyprawy na koniec świata. Gdy się raz zbliży do końca, zaczyna się doceniać nowe początki.

Jeśli czujesz, że coś cię mocno przygniotło, problemy wydają się być ciężarem nie do pokonania, nie możesz sobie poradzić ze swoimi myślami, czy znalazł_ś się w jakimś ciemnym miejscu i nie możesz ruszyć naprzód – pamiętaj, że zawsze warto sięgnąć po profesjonalną pomoc. Każdy problem ma swoją własną wagę i nie masz obowiązku dźwigać go samodzielnie. Dzięki mądrym ludziom mi udało się pokonać mroczny czas. Jeśli nie wiesz, do kogo się zgłosić, daj mi znać. Postaram się pomóc!

Czym obecnie jeździ team Loverlandera? Piszemy o tym w tym miejscu.